Aktualoności arrow Twórczość
 
 
Losowa galeria
MENU
Nasze Prace
Nasze Prace
Na naszej stronie było już
odwiedzających: 86108
Imieniny obchodzą:
Domasława,
Domisława, Marek,
Melchior, Regina,
Rena, Ryszard
Do końca roku zostało 116 dni.
 
 
 
 
Twórczość
Dzień Kultury Hiszpańskiej
Polskie Towarzystwo Walki z Kalectwem Oddział w Kocku serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych do wzięcia udziału w konkursach:

    * plastycznym,
    * kulinarnym,
    * prezentacji teatralnej,

organizowanych w ramach "Dnia Kultury Hiszpańskiej". Celem Imprezy Integracyjno-Kulturalnej jest promocja pozytywnych postaw dotyczących integracji osób niepełnosprawnych ze społeczeństwem.
Czytaj całość...
Opowiadania

 

Autor: Jola Kowalska

 

Wakacje na wsi

 

Iwona mieszkała w dużym, parnym mieście. Bardzo się ucieszyła, gdy usłyszała od mamy, że całe wakacje spędzi u babci na wsi. Lubiła spędzać czas wolny u babci, pomagając jej w różnych przydomowych pracach. Miała tam wielu znajomych, szczególnie zaprzyjaźniła się z Kaśką, którą znała od małego dziecka. Razem wiele dni spędziły w piaskownicy.

   W pierwszy dzień wakacji pojechała więc do babci. Tym dniem była sobota i w sąsiedniej wiosce była zabawa i oczywiście Kaśka wyciągnęła na nią Iwonę. Z początku Iwona wymawiała się zmęczeniem, ale w końcu zrezygnowała z tego. Zapowiedziała tylko koleżance, że długo nie będzie na niej i , że zaraz się zmywa.

   Gdy wchodziły na salę, wszystkie głowy zwróciły się  w ich stronę i chłopcom odebrało mowę.

    Zaraz też podeszło do nich dwóch chłopców i poprosili je do tańca.

   Po skończonym tańcu zostawiły chłopców i wyszły na dwór. Stojąc przed salą Iwona się odzywa:

        -Wiesz co Kasiu podoba mi się ten blondyn z zespołu.

        -Który?

        -Ten co gra na gitarze.

        -I Ty jemu też chyba się podobasz, bo się cały czas na nas patrzy. A mnie widział z Andrzejem więc wie, że jestem zajęta.

         -Łatwo się o tym przekonać-odpowiada Iwona

         -Jak?- pyta zdziwiona Kaśka.

         -Nie znasz jeszcze moich możliwości? Gdy będę się bawiła, niby przypadkiem spojrzę na niego i…

           Puszczę mu oczko.

         -Nie wiem czy w ten sposób go poderwiesz, pewnie wiele dziewczyn na ten chwyt go łapie-odpowiada Kaśka

Iwona jej mówi:

          -Wszystko się okaże, chodź na sale, bo znając Zycie pewnie zaraz będzie przerwa…i nie zdołam swego planu wcielić w realizację.

Kasia zaczęła się z niej śmiać. Wróciły na sale i gdy tańczyły przy scenie, Iwona puściła chłopakowi zalotne oczko. Zaczął się uśmiechać, a ona była cała w skowronkach.

          -A teraz będzie przerwa-powiedział jakiś chłopak z zespołu-w jej trakcie będzie dyskoteka.

Jednak dziewczyny miały już iść do domu i Iwona zaczęła szukać Kaśki, lecz ta się gdzieś zawieruszyła

Zła na nią, stanęła przy ścianie i wzrokiem szukała koleżanki. Wtem podchodzi do niej ktoś z tyłu i pyta:

          -Można?

Myślała, że to jej chłopak z którym się pokłóciła i mówi do niego:

          -Oj, Marek nie zgrywaj się, przecież…

          -Ale to nie Marek-słyszy w odpowiedzi.

          -To najmocniej przepraszam. Chętnie z Tobą zatańczę na dyskotece…,bo po niej mam zamiar iść do domu.

 Gdy to mówiła wyszła z cienia, gdzie stała i dobrze nie widziała z kim rozmawia i jakie było jej zdziwienie, gdy okazało się, że to chłopak z zespołu, któremu puściła oczko. Zatańczyli jeden taniec, potem drugi i Iwona mówi:

          -Idę na dwór, bo mi gorąco i…ta muzyka jest beznadziejna.

Chłopak wyszedł z nią, chcąc okazać swoją szarmanckość powiedział:

            -Może się  zapoznamy?

            -Może? -odpowiada Iwona

            -A więc ja mam na imię Jarek. A Ty?

         -Nieładnie

         -Ale jak?

         -Iwona

Poszli na spacer i Jarek nagle mówi:        

          -Czy mogę Cię pocałować?

          -Nie umiem  tego robić- odpowiedziała Iwona wielce zażenowana.

         -Ale warto spróbować-mówi Jarek

I w tym momencie poczuła jego usta na swoich. Przerwała jednak pocałunek i mówi:

          -Wracam na salę, bo w końcu Kaśka mnie zostawi i będę musiała sama wracać.

Na to Jarek:

          -Nie martw się Iwonko, odprowadzę Cię do samego domu, a przy okazji zobaczę gdzie mieszkasz?

          -Nie zobaczysz…,bo w czasie wakacji mieszkam u babci.

          -To zobaczę gdzie mieszka Twoja babcia.

Iwona zakłopotana odpowiada:

          -Wiesz co…chyba się w Tobie zakochałam.

          -Mnie chyba też trafiła strzała Amora. Spodobałaś mi się od razu, jak tylko weszłaś z koleżanką na salę. Jednak dopiero jak puściłaś do mnie oczko zrozumiałem, że i ja podobam się Tobie.

W trakcie tej rozmowy doszli do Sali, gdzie czekała Kaśka i ta mówi:

         -Iwona idziemy już do domu.

         -Chwileczkę, powiem tylko cześć Jarkowi.

Podeszła do tego chłopaka i mówi:

          -Jarku, idę już do domu. Mam taką nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy. Cześć!

          -Zaczekaj chwilę, przecież obiecałem Cię odprowadzić…a u mnie słowo ważniejsze od pieniędzy…

          -Więc powiem Kaśce, że nie idę z nimi.

Wróciła do koleżanki i mówi:

          -Nie idę z wami do domu.

Ta zrobiła wielkie oczy i mówi z gniewem.

           -Dlaczego nie idziesz z nami! Przecież Ty tu nikogo nie znasz? I z kim wrócisz?

           -Jarek…ten chłopak z zespołu mnie odprowadzi. Zresztą nie chcę przeszkadzać Tobie i Andrzejowi…

           -Nie będziesz nam przeszkadzać. Zresztą wiesz , że Andrzej bardzo Cię lubi. Przecież kiedyś między wami coś było?

Na to Iwona odpowiada:

           -To było dawno i nieprawda…a tak na serio Jarek obiecał mi, że mnie odprowadzi.  Nie będę z całą pewnością wracała sama…

Jednak koleżanka zaczęła przekonywać Iwonę, aby szła jednak z nimi, lecz ta przerywa mówiąc:

          -  Wiesz, jak ja ostatnio czuję się w towarzystwie Andrzeja?

          -Może Ty nadal Go kochasz?- pyta Kaśka

Iwona chwilę się zastanowiła i mówi:

          -Myślę, że nigdy go nie kochałam prawdziwym uczuciem,…pomyliłam przyjaźń z miłością! Idź już, bo Andrzej nie będzie tak długo na Ciebie czekał i powiedz mu co powiedziałam

 Kaśka podeszła do Andrzeja i mówi:

          -Iwona powiedziała, że chyba nigdy Cię nie kochała, że pomyliła przyjaźń z miłością

Na to Andrzej:

           -Ja też z początku bardzo ją kochałem…,lecz potem to uczucie osłabło.

Iwona poszła w tym czasie na salę, gdzie czekając na Jarka zaczęła sama tańczyć, wtem podchodzi do niej Marek i pyta:

           -Można?

Zgodziła się i gdy tańczyli Marek mówi:

           -Chodź ze mną na chwilę na dwór, muszę Ci coś powiedzieć.

Na to Iwona mu odpowiada:

           -Nic z tego, jestem z kimś umówiona i za chwilę wracam do domu.

Jeszcze chwilę pogadali i Iwona poszła w swoją stronę, a Marek w swoją.

 W końcu znudziła ją zabawa, więc podeszła  do Jarka i mówi:

           -To idziesz mnie odprowadzić czy mam iść sama?

           -Przecież Ci obiecałem, to idę. Zaczekaj na mnie tylko chwilę, powiem chłopakom żeby na mnie nie czekali.

 Wrócił za chwilę i poszli. W drodze Jarek spytał:

           -Czy mogę Cię pocałować?

Iwona pełna wahania odpowiada:

           -Nie wiem czy to taki dobry pomysł? Chociaż muszę przyznać, że wcześniej trochę mi się to podobało.

Jednak Jarek nie ustąpił i zaczęli się całować jak szaleni. Nagle Iwona przerwała pocałunek i mówi:

            -I po co to wszystko? Wkrótce wakacje się skończą i gdy wyjadę Ty pewnie…

W tym momencie Jarek jej przerwał:

            -Przecież możemy pisać do siebie listy i gdy będziesz miała wolne spotykać się…Chociaż nie wiem czy mi takie krótkie chwile wystarczą aby nacieszyć się Tobą!!!

 Iwona pełna smutku odpowiada:

            -Chyba nic z tych naszych spotkań nie będzie…,bo w tym roku zdaję maturę i na studia, więc muszę dużo się uczyć! Jarek odpowiada jej na to:

            -Musisz mieć chyba trochę wolnego czasu, nie możesz przecież całymi dniami siedzieć z nosem w książkach! A te dni, które pozostały do końca wakacji…czy możesz poświęcić je mnie?

Po krótkim zastanowieniu dziewczyna odpowiada:

            -Chyba…mogę.

W tym czasie doszli już do domu babci i Jarek mówi:

             -To spotkamy się jutro po południu nad rzeką? Czy mogłabyś przyprowadzić z sobą tą dziewczynę, z którą byłaś na zabawie? Bardzo proszę…chcę zrobić niespodziankę mojemu koledze a wiem, że ona mu się podoba.

Iwona na to:

             -Nie wiem czy uda mi się ją odciągnąć od Andrzeja, ale spróbuję.

Na pożegnanie Jarek pocałował ją i zniknął w ciemnościach.

Gdy weszła do pokoju z zamiarem pójścia spać, nie mogła zasnąć, ciągle myślała o Jarku i o tym co jej się przydarzyło.

             Drugiego dnia poszła do Kaśki i mówi:

              -Czy pójdziesz ze mną nad rzekę?

Kaśka na to:

              -Dzisiaj…nie bardzo mogę!

              -Ale chciałabym Cię z kimś poznać…

          -Z Jarkiem? Ja go przecież znam z widzenia…i w ogóle nie wiem o czym z tym chłopakiem rozmawiać

          -Nie , nie chodzi mi o Jarka

          -A o kogo?

          -O jego kolegę, któremu się podobasz

          -Przecież wiesz o tym, że bardzo kocham Andrzeja i…nie chcę go okłamywać. No, ale w końcu…nie muszę iść z tym kolegą prosto do łóżka

Wróciła do domu i zajęła się sprzątaniem, musiała pomóc babci. Ranek minął jej bardzo szybko.

Po południu, gdy już wychodziła na spotkanie z Jarkiem, babcia nagle zasłabła i musiała więc zostać w domu. Zastanawiała się, jak powiadomić  Jarka o tym, że nie może przyjść na spotkanie.  W tej chwili przyszła jej do głowy Kaśka. Złapała za telefon i wykręciła numer koleżanki. Po paru sygnałach usłyszała zdyszany głos Kaśki:

          -Słucham

          -To ja Iwona, czy mogłabyś powiedzieć Jarkowi, że nie mogę przyjść, bo mi babcia zasłabła.

Kaśka na to:

         -Miałam nie iść…,ale chyba teraz muszę!

Tak więc poszła i jak się okazało był tam Jarek i Jacek. Podeszła do Jarka i mówi:

         -Zostałeś wystawiony do wiatru, Iwona nie przyszła…,ale ja jestem i…

         -A miałem jej powiedzieć, ale to już bez znaczenia.

Wtedy Kaśka zaczęła tłumaczyć koleżankę. Jarek jej na to:

         -Może… kiedyś  napiszę do niej list z tym co miałem jej powiedzieć…

Po spotkaniu Kaśka poszła do Iwony i mówi:

        -Jarek był zawiedziony tym, że nie przyszłaś, miał Ci coś ważnego powiedzieć

Iwona jej na to:

        -Przecież dobrze wiesz, że nie  mogłam tam się zjawić. I całe szczęści e, że byłam w domu, bo z babcią mogłoby być źle. A tak to zadzwoniłam po pogotowie tak to zadzwoniłam po pogotowie. Jeżeli Jarkowi zależy na znajomości ze mną, to znajdzie sposób, aby się ze mną skontaktować.  Jeżeli chcesz, to daj mu mój adres, bo niestety ja już dzisiaj wyjeżdżam do domu.

Pożegnała się  z Kaśką i poszła do domu babci, gdzie czekali na nią rodzice.

Wieczorem pojechali do domu w mieście. Następnego dnia Iwona nie mogła się pozbierać, strasznie tęskniła za Jarkiem, ale nie miała nadziei, że spotkają się jeszcze.

Przez kolejne dni chodziła z głową w chmurach. Była z koleżankami na imprezach, chodziły do kina, ale myślami była nieobecna . Robiła sobie wyrzuty i wymyślała sobie od idiotek. Nie mogła skupić się na nauce. Czasami nawet myślała, żeby zadzwonić do Kaśki, spytać ją o Jarka. Jednak duma nie pozwalała jej na to.

    Któregoś dnia, gdy szła ze szkoły, zajrzała do skrzynki na listy i znalazła tam list adresowany do siebie. List był ze wsi i pomyślała, że to Kaśka napisała(bo nie było nadawcy na kopercie). Z ciekawością otworzyła kopertę, a z niej wypadło zaproszenie na przysięgę do wojska.

Nie wiedziała, który jej kolega został powołany do służby wojskowej. Otworzyła dalej i zobaczyła podpis Jarka, w środku był list. Napisany był w przepraszającym tonie. Jarek przepraszał, że jej nie zawiadomił osobiście o tym, iż ma iść do wojska.

    Nie wiedziała czy przed przysięgą wyrobi się z egzaminami.

    Nadszedł czas matur i Iwona zajęta była egzaminami i zapomniała o przysiędze.

    Gdy okazało się, że zdała, pojechała do babci, która wróciła ze szpitala.

    Pewnego dnia, gdy poszła nad rzekę, zobaczyła Jarka i serce zaczęło jej mocniej bić.

Niestety szybko zauważyła, że chłopak był w towarzystwie innej dziewczyny. Odwróciła się na pięcie i poszła w drugą stronę. Jarek w tym momencie też ją zauważył i szybko pobiegł za nią. Gdy dogonił dziewczynę, spytał się jej, dlaczego tak szybko odeszła. Iwona na to:

        -Przecież jesteś z dziewczyną, nie chciałam przeszkadzać.

        -To moja młodsza siostra, która właśnie wróciła z dalekiej podróży.

Jednak Iwona nie chciała tego słuchać i mówi:

         -Tak to się teraz nazywa „siostra”, idę poszukać Kaśki.

I poszła. Jednak, gdy ją zobaczyła nie podeszła do niej, bo ta była w towarzystwie „siostry”

Niestety ta dziewczyna zauważyła ją i coś szepnęła Kaśce i odeszła.

Kaśka dogoniła Iwonę i zaczęła opowiadać jej historię Moniki (czyli „siostry” Jarka). Iwona jej na to:

         -I Ty też? Już mam tego wszystkiego dosyć, zostawcie mnie wszyscy w świętym spokoju.   

Zła odeszła na bok. Po krótkim czasie wróciła do domu babci.

Następnego dnia, gdy pieliła grządki w ogródku, babcia zawołała ją do kuchni:

         -Iwonko, chodź tu, przyszłą koleżanka.

Pomyślała sobie, że Kaśka znowu pomyliła godziny i weszła do kuchni: Jakie było jej wielkie zdziwienie gdy zobaczyła „siostrę” Jarka.

          -Co Ty tutaj robisz…,mało Ci zamętu jakiego narobiłaś w moim życiu?

Ta z uśmiechem odpowiada:

           -Chciałabym z Tobą porozmawiać o Jarku…?

           -Nie ma o kim!

           -Owszem jest! To mój brat…Opowiadał mi o tobie i chciałam Cię poznać, zobaczyć której dziewczynie udało się go usidlić.

            -Nic z tego nie rozumie! Przecież siostra Jarka jest za granicą!

            -Właśnie wróciłam…i bardzo cieszę się, że wreszcie jakaś dziewczyna zawróciła mojemu bratu porządnie w głowie.

Iwona na to odpowiada smutnym głosem:

           -Co z tego, jak wkrótce muszę wyjechać na studia i tak zakończy się nasza znajomość!

Monika jej na to:

           -Czy Ty dziewczyno nie wiesz o tym, że prawdziwa miłość pokona wszelkie przeszkody?

           -Niby wiem o tym…,ale nie wiem czy jest to szczere uczucie? Przecież znam się z Jarkiem tak krótko…

Monika odpowiada:

            -Znam mojego brata tyle lat i nigdy jeszcze nie był tak szaleńczo zakochany. Owszem spotykał się z dziewczynami, ale to były przelotne miłostki!

Iwona odpowiedziała:

            -Myślisz, że nasze spotykania przyniosą jakiś dobry efekt? Ja idę na studia, a on ma jeszcze rok wojska!

Parę dni później Iwona została wezwana przez rodziców do domu, żeby donieść jakieś papiery na uczelnię.

Ubolewała nad tym, że nie pożegnała się z Jarkiem, który właśnie miał przepustkę

Kolejne dni upływały jej na nauce, jednak cały czas podświadomie myślała o Jarku i jego pocałunkach.

W dwa tygodnie później nadszedł list od Kasi. Z wielką nadzieją przeczytała go. Niestety wiadomości były przerażające.

Kaśka pisała, że Jarek uległ wypadkowi i jest w bardzo ciężkim stanie.

Iwona wiele się nie namyślając przełożyła wykłady na studiach i pojechała do ukochanego.

Jak się okazało Jarek był nieprzytomny i leżał pod kroplówką.

Przyczyną jego ciężkiego stanu było to, że podczas musztry miał wylew krwi do mózgu.

Pewnego dnia, gdy siedziała przy jego łóżku, on otworzył oczy i spytał:

        -Iwonko…co się stało? Dlaczego jestem w szpitalu?

Ona uradowana, iż wreszcie oczy, mówi mu:

         -Miałeś podczas musztry wylew i Twój stan był krytyczny, ale teraz wszystko już będzie dobrze!!!

         -Nie jestem tego taki pewien-Jarek odpowiada jej na to-miałem sen, iż umieram… ,jednak czułem, że jesteś ze mną i…że muszę się z Tobą pożegnać!

         -Nie mów takich głupstw!!!

         -Iwonko…proszę wybacz, jeżeli w czymś Cię zawiodłem. Chciałbym abyś była szczęśliwa, kocham

Cię tak bardzo!!!

         -To już niemożliwe, nie mogę już żyć bez Ciebie…jeżeli  coś złego się stanie…to pójdę do zakonu!!!

         -Nie możesz, przecież Ty tak…-już nie dokończył zdania i skończył życie.

Iwona narobiła alarmu na cały oddział, podłączono Jarka do respiratora, ale to nie dało już żadnego  efektu.

Po jego pogrzebie, dowiedziała się od rodziców Jarka, że nawet gdyby przeżył byłby roślinką.

Długo nie mogła dojść do siebie, w końcu tak jak powiedziała Jarkowi, poszła do zakonu.

Po jakimś czasie złożyła śluby wieczyste i w ten sposób została poślubiona Bogu.

 

 

Kaśka

 

 

            Pewnej letniej niedzieli siedziałam smutna, przygnębiona brzydką pogodą i właśnie wtedy przyszedł mi do głowy szalony pomysł. Postanowiłam zabawić się na całego, zaprosiłam koleżanki do siebie do domu i postanowiłyśmy pójść nad rzekę.

Gdy szłyśmy brzegiem rzeki, nagle ktoś przebiegł koło nas i wskoczył do wody, ochlapując  przy tym mnie (koleżanki mniej) od stóp do głów.

Mocno zastanawiałyśmy się, jak można w taką pogodę zażywać kąpieli (owszem deszcz nie padał, ale niebo zasłonięte było chmurami, zza których nieśmiało wyglądało słońce).

Okazało się, że to mój chłopak postanowił razem z kumplami uprzykrzyć nam i tak beznadziejny dzień.

Mimo brzydkiej pogody zostałyśmy kolejno wrzucone do wody. Pierwsza tam wylądowała Agnieszka, chwilę później Magda podzieliła jej los, w końcu w zimnym nurcie wylądowałam ja.

Wyszłyśmy ociekające wodą, wściekłe na nich i na cały świat, chłopcy oczywiście pękali ze śmiechu, wtedy postanowiłyśmy zrobić odwet. Woda była zbyt głupim pomysłem, więc musiałyśmy wymyśleć coś innego…

Chcąc zrobić zadośćuczynienie za to, że wyglądałyśmy jak zmokłe kury, chłopcy zaprosili nas na kawę i ciacho.  

Oczywiście musiałyśmy się przebrać, a że do mnie było najbliżej, więc udałyśmy się tam.

Postanowiłyśmy się przebrać za stare babcie. Aby wprowadzić plan w realizację nie trzeba było długo, ponieważ u mnie mieszkała babcia, która bardzo elegancko się ubierała.

            Doszłam do wniosku, że to za mała kara, przebranie się w staromodne ciuchy. Wybrałyśmy

Zatem dość podniszczone czasem ubrania. Ja wybrałam spódnicę, która miała dość długi suwak, Magda sukienkę bez pleców, a Agnieszka spodenki na kanty. Jednak nasza zemsta nie powiodła się, ponieważ gdy weszłyśmy na salę, wszystkie oczy obrócone w naszą stronę wykazywały podziw. Najbardziej dumni byli chłopcy, z którymi byłyśmy umówione.

            Jednak wcześniej podeszli do nas inni chłopcy i chcąc być konsekwentne w zaplanowanej w zaplanowanej zemście, zgodziłyśmy się nawet wyjść z nimi na dwór. Po chwili wróciłyśmy na salę i wtedy podszedł do mnie Krzysiek (mój chłopak)i mówi:

            -Jesteś zadowolona, że odegrałaś się na mnie?

Ja mu na to:

            -Przecież mówiłam, że się zemszczę…i nie wiesz co robiliśmy, było warto!!!

            Mówiłam to, aby go rozzłościć i udało m się to.

 Odszedł ode mnie wyglądając jak zbity pies. W tym czasie przyszły moje koleżanki, które też wypomniały kolegom to, że je wrzucili do wody…i w ten sposób robiłyśmy odwet. Chyba jednak

trochę  przesadziłyśmy           z tą zemstą, bo chłopcy chodzili jak struci.

Gdy później stałyśmy nie bardzo mając ochotę tańczyć, podeszło do nas dwóch chłopców i zaczęli rozmowę. Ja w tej rozmowie nie uczestniczyłam , więc odeszłam trochę dalej i wtedy podszedł do mnie mój chłopak i mówi:

            -Kasiu…czy wybaczyłaś mi już ten głupi wybryk, jakim było wrzucenie was do wody?                 -Przecież dobrze wiesz o tym, że nie umiem  pływać…i co by się stało gdybym uto… (nie skończyłam mówić, bo Janusz mi przerwał).

            -Wskoczył bym za Tobą do wody.

Ja mu na to:

            -A może Ty… chciałeś uwolnić się ode mnie. To trzeba było tak mówić od razu. Tak sobie myślę, że ja też muszę odetchnąć od Ciebie…więc zrywam naszą znajomość!

            -Kaśka no coś Ty, przez takie głupstwo od razu zrywać…

-Nosiłam się z tym zamiarem już dłuższy czas, a teraz dałeś mi powód.

To mówiąc odeszłam do koleżanek. Gdy dołączyłam do nich, coś szeptały między sobą. W końcu Magda nie wytrzymała i pyta się mnie.

-Kasiu, czy to możliwe co powiedział Janusz?

- Zależy co wam powiedział…jeżeli chodzi o zerwanie to prawda!

Wtedy odzywa się Agnieszka:

            -Ty chyba oszalałaś…on kiedyś powiedział, że jak zerwiecie, to sobie coś zrobi?

Ja jej na to:

            -Przecież nie kazałam mu się uganiać za innymi dziewczynami. Nie jestem przecież ani głucha ani ślepa i widzę i słyszę różne rzeczy o nim. Czy słyszałyście może, że ma inną dziewczynę, bo ja tak? Na to Magda:                                                                                                                                         -Kiedyś go widziałam z inną dziewczyną i przedstawił mi ją jako swoją kuzynkę

            -A może była w ciąży?- pytam ją

            -I owszem.

            -To ta  dla której chciał mnie zostawić.

            -Współczuję…,ale nie martw się, jest przecież tylu innych chłopców.

            -Wiem o tym i…właśnie jeden wpadł mi w oko!!!

            -Który? –pyta  Agnieszka

Ja jej na to zagadkowym tonem:

            -To tajemnica, może kiedyś w niedalekiej przyszłości zobaczycie który to!                         Zgadywały który to może być chłopak, ja jednak nie potwierdziłam tych zgadywanek.

Tak minął miesiąc od tej naszej rozmowy, którejś soboty przyszły po mnie dziewczyny, żebym poszła z nimi na dyskotekę. Nie bardzo miałam na to ochotę, ale w końcu po długich namowach zgodziłam się na tą dyskotekę. Gdy weszłyśmy na salę zobaczyłam Krzyśka (chłopaka, który mi się podobał). Wtedy zwróciłam się do dziewczyn:

            -Czy chcecie zobaczyć, który chłopak mi się podoba?

            -No pewnie!- wykrzyknęły chórem.

            -To ten, który w tym momencie podpiera ścianę.

            -Dziewczyno Ty chyba oszalałaś! Porywasz się na coś, czego żadnej dziewczynie się nie udało…,a przecież już wiele do niego startowało, nawet ja i Magda też!!!Jeżeli Ci się uda, to postawię Ci wielką bombonierkę- Agnieszka mówiła z zapałem.

            -A ja dorzucę czekoladę z orzechami- odzywa się Magda.

            -Jak mi się nie uda…to stawiam dobre wino. Zgoda?- powiedziałam dość pewnym głosem.

Byłam zdecydowana na głupie zachowanie, ponieważ bardzo mi się podobał Krzysiek(to ten chłopak dla którego rzuciłam Janusza).

Zaczęła się kolejna piosenka i niewiele myśląc podeszłam do tego chłopaka i mówię:

            -My się chyba jeszcze nie znamy, a przecież widziałam Cię z Januszem(i tu zaczęłam paplać nie bardzo wiedząc co mówię)

            -Nie znamy się…znam Cię tylko z opowiadań, Janusz opowiadał mi jacy jesteście zżyci!!!

-Byliśmy, bo to już nieaktualne…

-No to może więc się zapoznamy…jestem Krzysiek.

-A ja Kaśka- przerwałam- Muszę na chwileczkę odejść.

-Dlaczego?- pyta nowo poznany chłopak.

-Bo… muszę- i odeszłam do koleżanek.

Gdy przyszłam do dziewczyn, te z ciekawością pytają:

            -I co jak się nazywa?

            -Krzysiek, ale nie chcę już się z nim znać!

            -Co się stało? Czy obraził Cię czymś?- pyta Agnieszka

            -No więc wygrałyśmy wino!- mówi  Magda

            -Nie byłabym tego taka pewna…,zobaczcie idzie w naszą stronę!- odpowiada Agnieszka.

            -To ja już idę do domu!- odzywam się

            -Co on takiego Ci powiedział, że taka nerwowa się zrobiłaś?- pyta Magda

            -Nic takiego, ale już mam tej dyskoteki dosyć.-odpowiadam

            -W takim razie idziemy z Tobą.-mówi Agnieszka

            -Jak chcecie…-nie skończyłam mówić, bo podszedł do nas Krzysiek.

            -Czy można Cię prosić Kasiu do tańca?

            -Niestety nie, bo już idę z dziewczynami do domu.

            -Tak wcześnie?- pyta zdziwiony.

            -Zrobiłam już to, co miałam zrobić i nie mam ochoty na tańce- Idziecie dziewczyny?

            -No pewnie, idziemy na wino- mówi Magda

            -A czy i ja mogę się wprosić na nie?- pyta Krzysiek.

Wtedy odezwała się Agnieszka

            -Raczej nie…,bo będziemy opijać pewien zakład!

            -To i ja mogę się dołączyć, kupię nawet w barze wino!

            -Nie dziękujemy- odzywam się ze złością (zła byłam, że przez niego przegrałam).

 Trudno było uwolnić się od jego towarzystwa, ale wreszcie dałyśmy radę (we trzy mogłyśmy wiele).W końcu poszłyśmy na to wino. Wypiłyśmy po lampce i doszłyśmy do wniosku, że szkoda marnować wieczór na siedzenie w domu i poszłyśmy na daleki spacer.

         Nie uszłyśmy jednak same daleko, bo dołączyli do nas chłopcy: Janusz, Krzysiek i Marek.

Do mnie przyczepił się Krzysiek i zaczął gadkę:

            -Kasiu wiesz co? Naprawdę mi się podobasz…i to od dłuższego czasu. Jednak byłaś z Januszem, więc dałem sobie spokój.

            -To dlaczego dzisiaj podszedłeś do mnie, skoro uważasz mnie za dziewczynę swojego kolegi?

            -Bo…gdy powiedział, że zerwaliście z sobą…zrobiliśmy głupi zakład…mianowicie, że Cię poderwę. I niestety przegrałem ten zakład z kretesem, bo Ty dałaś mi kosza!

            -My też zrobiłyśmy zakład i też go przegrałam  a nie lubię przegrywać…więc co teraz zrobimy?

            -Teraz…to my zaprosimy was na kawę i wino do baru. Co Ty na to?

            -A nie jest przypadkiem za późno?

            -Dla chcącego nic trudnego.- mówi Krzysiek

            -No niby tak…,ale chyba nie mam na to ochoty! Mam ochotę…na długi, długi spacer.-odpowiadam.

            -Ja to wymiękam- mówi Agnieszka

            -Ja też!- wykrzykuje Magda

            -No to znakiem tego zostałam sama…takie z was koleżanki. Nie to nie idę sama.

Na to Krzysiek:

            -W takim razie ja pójdę z Tobą na ten spacer…bo muszę się Ciebie o coś spytać, a przy wszystkich nie mogę.

Na to ja z wielkim zażenowaniem odpowiadam:

            -Lepiej nie, bo dzisiaj jestem w dość kłótliwym nastroju.     

Na to Krzysiek

            -Muszę się Ciebie o coś spytać…,potem możesz się ze mną kłócić!

            -W takim razie będzie to bardzo krótki spacer!

Poszliśmy i wtedy się mnie pyta:

            -Kasiu czy to przeze mnie zerwałaś z Januszem?

Odpowiadam:

            -Skąd Ci to przyszło do głowy? Po prostu dowiedziałam się, że będzie miał z inną dziewczyną dziecko.

            -Wiesz co…od dawna mi się podobasz…,ale byłaś z Januszem, a przecież to mój kumpel. Czasami gdy opowiadał o waszej znajomości, to mnie aż coś w środku skręcało!

            -A co on mógł takiego o nas opowiadać? Przecież między nami nic nie było, nawet nie pozwalałam mu się zbyt często całować?

            -A opowiadał jakie namiętne noce spędzaliście!

            -To wierutne bzdury. Czy myślisz, że pozwoliłabym mu się dotknąć?

            -Tak mi się zdawało, że taka pierwsza lepsza nie jesteś! Znam również Janusza i zdaję sobie z tego sprawę, że mógł prowadzić podwójny romans i …z tego co słyszałem będzie miał dziecko.

            -To prawda, wszyscy którzy znają i mnie i jego dawno mi już to mówili, ale nie chciałam wierzyć. Teraz po prostu nie miałam innego wyjścia. Zobaczyłam ich razem…mówił, że to jego siostra. Może…bym i uwierzyła, gdyby nie to mordercze spojrzenie jakie w moją stronę rzuciła ta dziewczyna!!                

  Wtedy Krzysiek chciał mnie w pocieszeniu przytulić, lecz się odsunęłam.

Przyjął to dość spokojnie i poszliśmy jeszcze kawałek dalej.

       W drodze powrotnej Krzysiek spytał się mnie:

            -Kasiu…czy możemy jutro się spotkać i spokojnie porozmawiać?

            -Nie wiem czy się wyrobię, ale gdybym miała czas, to czemu nie? Gdzie mamy się spotkać?

            -Myślałem…już wiem gdzie się spotkamy, odpowiada Ci kawiarnia?

            -Może być!

Gdy doszliśmy do domu babci spytał się mnie:

            -Kasiu czy mogę dostać od Ciebie buziaka na dobranoc?

Ja mu na to:

            -Nie rozdaję całusów dopiero co poznanym chłopcom!

Na to on:

            -Nawet jakbym tak bardzo poprosił o to?

            -Nawet wtedy…musimy się lepiej poznać.

            -No to spotykamy się jutro o 1900-ej w kawiarni! Może będę miał dla Ciebie niespodziankę.          -Jaką?

            -Jak Ci powiem, to nie będzie żadna niespodzianka!

            -Nie…to nie, to dobranoc-wykrzyknęłam

Rozstaliśmy się trochę w gniewie.

Pomyślałam sobie: „Przecież dopiero co się poznaliśmy, a już doprowadził mnie do takiej pasji. Jednak za bardzo mi się podoba, żebym miała jutro nie iść na to spotkanie.”

Tak więc dzień mijał mi bardzo powoli a gdy przyszedł wieczór, nie mogłam się doczekać spotkania.

W końcu nadeszła godzina naszej randki, szłam na nią jak na skrzydłach.

            Gdy weszłam do kawiarni aż mi szczęka opadła, cały lokal tonął w kwiatach, a na środku czekał na mnie Krzysiek z bukietem róż.

Trochę zawstydzona podeszłam do niego i mówię:                                                                          -Czyś Ty zwariował…przecież to musiało kupę kosztować i wymagało sporo wysiłku!!!

            -Wiesz co…opłacało się, bo takiego zdziwienia na Twojej twarzy jeszcze nie widziałem

             Od dawna podkochuję się w Tobie, nie pamiętam nawet od kiedy. Wiem tylko tyle, że wiele                   bym zrobił, abyś zechciała ze mną chodzić. W tym momencie  właśnie o to Cię proszę!!!

Zażenowana mówię do niego:

            -Ty chyba żartujesz sobie ze mnie?

            -Dlaczego tak sądzisz?

-Na razie muszę odpocząć od chłopaków. Dopiero co zerwałam z Januszem. Nie…stwierdziłam, że mam już dosyć zazdrości, teraz daję swojej duszy chwilkę wytchnienia. Może kiedyś w przyszłości…

-Tak bardzo mi się podobasz Kasiu, aż boję się, że jakiś inny chłopak przede mną Cię zdobędzie. Nawet nie wyobrażasz sobie przez jakie katusze przechodziłem widząc Cię z Januszem. A tu był jeszcze jeden mały szkopuł, Janusz jest moim kumplem!

-Ja…zerwałam z nim właśnie dlatego, że przytłaczała mnie już jego miłość. Nie mogłam spokojnie z żadnym chłopakiem porozmawiać, bo zaraz były sceny zazdrości. A on mógł spotykać się z kim chciał, nawet będzie miał z inną dziewczyną dziecko!

-Coś słyszałem na ten temat, ale nie wiem czy tej dziewczynie można wierzyć.      

-Mało ważne, ale spotykał się z nami obiema w jednym czasie!

-I co zrobiłaś?- on na to.

-Po prostu zerwałam z nim. Nie ze względu na siebie samą, tylko ze względu na szacunek dla samej siebie!

-Czy jesteś tego absolutnie pewna?

-Tego jednego mogę być w stu procentach pewna.

-To znakiem tego mam u Ciebie jakieś szanse?- pyta smutnym głosem.

-Może…, ale musi sporo wody upłynąć zanim się wyleczę!- odpowiadam mu na to

-Ja jestem cierpliwy, będę czekał na Twoją miłość chociażby wieczność-mówi nie zrażony gwałtownością w moim głosie.

-Pożyjemy…zobaczymy…-odpowiadam na ten argument

Doszliśmy do mnie do domu i wtedy mówię:

            -No i jesteśmy- mówię trochę zawiedziona tym, że musimy się rozstać.

            -Czy możemy jutro się spotkać- pyta się mnie Krzysiek

Odpowiadam:

            -Jeszcze jutro możemy, bo niestety pojutrze wyjeżdżam i nie wiem kiedy wrócę.

            -A dokąd wyjeżdżasz…o ile można spytać?

            -Rodzice wysyłają mnie na zagraniczne studia.

            -To poznasz nowych ludzi i szybko o mnie zapomnisz!

            -Całkiem możliwe…ale jest również taka możliwość, że nie zapomnę. Zresztą pogadamy o tym                jutro, bo teraz padam z nóg.

Rozstaliśmy się i poszłam do domu spać. Położyłam się, lecz nie mogłam usnąć, myślałam o rozmowie z Krzyśkiem

Myślę, że żałowałam tego, iż nie pozwoliłam na pocałunek. Jednak pomyślałam, że o ile to nastąpi, będzie miało lepszy smak. W końcu usnęłam dręczona koszmarami, więc na drugi dzień wstałam w dość podłym nastroju. Snułam się po domu jak cień, a gdy przyszedł czas na spotkanie, zaczęłam stroić i poszłam na umówioną randkę.

Spotkanie miało odbyć się w kawiarni, nie byłam pewna co tym razem w niej zastanę.

Weszłam…sama nie wiem czego oczekiwałam, ale tym razem wszystko było na swoim miejscu.

Zobaczyłam Krzyśka przy stoliku, lecz on mnie nie zauważył, więc po cichutku podeszłam do niego chcąc go przestraszyć. Gdy przykryłam jego oczy dłońmi…on w tym momencie się odwrócił, pochylił się w moją stronę i nasze usta spotkały się w długim pocałunku. Nie mogłam się z tego otrząsnąć tym bardziej, że wiedziałam o swoim wyjeździe.

    Gdy siedzieliśmy przy kawie, Krzysiek poprosił mnie o adres i obiecał, że będzie pisał.

Na drugi dzień wyjechałam na podbój świata, jednak moje serce zostało przy Krzyśku. Całe szczęście,

że nic poza listami nie obiecywaliśmy sobie, bo nie wiadomo jak się potoczą koleje naszych losów!

     Po kilku latach wróciłam na stałe do Polski.  Krzysiek nadal czekał n a mnie…i właśnie wtedy się pobraliśmy i żyliśmy dość szczęśliwie. Bardzo cieszyłam się z tego, że los dawno, dawno temu spłatał mi takiego figla. Jak się okazało, to była plotka, że Janusz miał  dziecko z inną dziewczyną!!!                                           

 

 

 

 

Wrześniowa wycieczka

W dniu 11 września 2009 roku odbyła się wycieczka uczestników WTZ  na cmentarz wojskowy w Kocku, aby upamiętnić 70 rocznicę wybuchu II Wojny Światowej. Został odczytany przez Grzegorza Romanowskiego referat o bohaterskich walkach żołnierzy. Wszyscy z zaciekawieniem słuchali o tych wydarzeniach.

 

Zdjęcia możemy zobaczyć tutaj

                                                              Autor: Jolanta Kowalska

 

Występy artystów z Krakowa
Warsztaty nasze odwiedzają także różni wędrowni aktorzy. W dniu 29.05.2009r. drugi raz zawitał do nas teatr z Krakowa z zabawnym przedstawieniem pod tytułem „Jak uwieść mężczyznę”, a 24.06. 2009r. wystąpili aktorzy też z Krakowa ze spektaklem „Początek dobrej nowiny”, który się wszystkim bardzo podobał.
 
Autor: Elwira Szczepańska
Miting Sportowo-Rekaracyjny "Radość nie zna barier" w Ostrowie Lubelskim 25.06.2009r.
Nasi podopieczni po raz kolejny wzięli udział w Mityngu sportowym, który odbył się 25 czerwca w Ostrowie Lubelskim. Tegoroczne spotkanie zorganizowano pod hasłem „Radość nie zna barier”. Zainteresowanie zawodami było imponujące, dopisali zarówno sportowcy jak i kibice. Organizatorzy znakomicie zorganizowali konkurencje, były ciekawe, często widowiskowe i przede wszystkim każda wyzwalała wiele pozytywnych emocji.
Czytaj całość...
<< Start < Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna > Ostatnia >>

Wyniki 1 - 9 z 44